Wyjątkowy poród
Niedawno urodziła mi się córcia. Poród miałam dość wyjątkowy, więc stwierdziłam, że warto się podzielić historią. To był drugi mój poród w życiu. Około drugiej w nocy zaczęły mi się bardzo rzadkie i bardzo krótkie oraz niebolesne skurcze (co ok 20-30 min ok 30s skurczu). Postanowiłam nieco się ogarnąć by rano zebrać, by rano ruszyć do szpitala. Przy poprzednim porodzie takie skurcze miałam przez kilkanaście godzin, więc i tu byłam pewna, że mam trochę czasu. Byłam w błędzie, ok czwartej miałam jeden konkretniejszy skurcz, więc obudziłam, rodzinkę (mąż i czterolatek). Mąż ogarniał syna, a ja w tym czasie poszłam do pokoju, który obecnie pełni funkcję sortowni ciuchów po to, by się jakoś ubrać na przejazd do szpitala. Jednak po kilku/kilkunastu minutach zaczęłam mieć konkretne skurcze parte… Doliczyłam się trzech. Przy pierwszym krzyknęłam do męża by zadzwonił po karetkę, a sama zostałam w pozycji z kolanami na podłodze a rękami na łóżku. Mąż wybrał 112 i połączył się z dyspozytorem, a ja w tym czasie miałam drugi skurcz i już czułam, że główka dziecka jest po za miednicą. W ułamku sekundy przypomniało mi się zdanie ze szkoły rodzenia, że trzeba mieć oczy otwarte i łapać dziecko by nie spadło. Od razu moja ręka złapała główkę. W tym czasie mąż do dyspozytora powiedział „Żona chyba rodzi”. Dosłownie po tym zdaniu miałam trzeci party skurcz… i dziecko na rękach. Moje myśli odbijały się między „ona nie płacze”, a „ona oddycha więc jest ok”. Mąż w ciężkim szoku powiedział do dyspozytora „urodziła”, po czym z pomocą słowną od dyspozytora, pomógł mi zawinąć dziecko w kocyk. Cała akcja porodowa trwała nie więcej jak 15 min (mąż mówi, że mniej jak 5 min). Na karetkę nie czekaliśmy długo, ratownicy zabezpieczyli pępowinę i pozwolili mężowi odciąć pępowinę. Zabrali nas do szpitala w Trzebnicy, gdzie zostałam pozszywana (lekarz nie należał do najmilszych). Położne były cudowne, trochę zabiegane - trochę na porodówce się tłoczno zrobiło (jeszcze dwie panie rodziły). Na piętrze noworodków już mi ulżyło. Miałam tylko pecha bo było kilka godzin przestoju z ciepłą wodą i prysznic wzięłam dopiero koło południa. Panie położne, które się nami zajmowały były super. Warto porozmawiać z panią co jest doradcą laktacyjnym, wszystko cierpliwie wyjaśni


Komentarze
Prześlij komentarz